BIWAK W MAŁECZU

W dniach 22.05 - 25.05 2008 wyjechaliśmy na biwak do Małecza wraz z innymi zaprzyjaźnionymi drużynami harcerskimi: 30 PDH "Odsiecz", 3 PDH "Czarna Trójka", 31 PDH "Parasol", oraz 96 PDH „Buczacz”. Dotarliśmy na miejsce pełni nadziei na lepszą pogodę, która początkowo nie była zbyt ładna.

Nasze biwakowanie rozpoczęliśmy po kolacji i apelu inauguracyjnym, kiedy to integrowaliśmy się z innymi drużynami na ognisku. Każda z drużyn miała zaprezentować się na podstawie opisu wybranej osoby z drużyny, a także przedstawić ulubiony pląs lub zabawę. Nasza drużyna zaprezentowała idealnego członka „Abordażu” jako: piękną blondynkę o lśniących puklach, oraz kształtnej figurze, jakoż wyglądają tak prawie wszystkie niewiasty w naszej drużynie (i nie tylko) ;-)

Późnym wieczorem chętni uczestniczyli w grze "Flagi", która kosztowała wiele poświęcenia ze strony jej uczestników… zdobywając flagę grupy przeciwnej „buszowałyśmy w zbożu”, ukrywałyśmy się przed nieprzyjacielem. Bez względu na przemoczone buty, brudne ubrania, chłód i mrok czatowałyśmy na odpowiedni moment, aby przechwycić flagę wroga. Nasze starania nie poszły na marne, ;) drużyna zielonych wygrała z niebieskimi 1:0.

Pierwszej nocy kadra „Abordażu” okazała się brutalna… Wpadła do domku, robiąc alarm mundurowy!!! Co za niewychowanie!!! Zezłoszczone, rozespane księżniczki i Bartek :D założyli mundury i poddali się musztrze. Ku ich zdziwieniu druhowie zaprowadzili ich do kręgu ogniskowego, gdzie czekała na nich reszta instruktorów wraz z druhną Moniką, która była „niespodzianką”.
Przyjechała ona specjalnie na tą szczególną okazję, którą było nadanie barw naszej drużyny. Zły humor przerodził się w wyjątkowy, pełen refleksji nastrój, który do końca towarzyszył temu wyjątkowemu wydarzeniu.

Następnego dnia każdy wstał z uśmiechem na twarzy, zapominając o niesnaskach :D ostatniej nocy. Pełni energii zaczęliśmy drugi dzień naszej przygody.
Każdy z nas przyszył do munduru „skarb” w postaci plakietki drużyny jaką otrzymał. Mimo, że praca ta szła niektórym bardzo mozolnie to efekt był satysfakcjonujący. Chciałam zaznaczyć , że największymi zdolnościami w szyciu wykazał się… BARTEK - kto by się spodziewał ?! :)
Resztę przedpołudnia spędziliśmy na przygotowaniach do popołudniowej imprezy.

Po obiedzie rozpoczęliśmy Mini Playback Show, na którym zaprezentowaliśmy scenkę z życia naszej drużyny oraz piosenkę „Anarchia”. Nasze księżniczki przerodziły się w istne diablice oczywiście z pomocą Bartka. Tarzając się po scenie i rzucając na publiczność, przekonali jury o swoim talencie!!! Abordaż wygrał!!! Zajęliśmy 1 miejsce egzekwo z „Buchaczem”!!!
Ale chyba największym zaskoczeniem był występ kadry „Abordażu” a ściślej mówiąc jej męskiej części. Piosenką „All for love” porwali wszystkich. Ten gest i ruch sceniczny… mimika i emocje jakie przekazali… tego nie można spotkać na co dzień. To się po prostu czuje - ma w sobie !!! ;) Zainteresowani wiedzą o czym mowa. :-)

Wieczorem uczciliśmy wygraną śpiewami na Karaoke. Śpiewaliśmy piosenki do późnej nocy, niektórzy trochę przeholowali… (patrz: Brzoza, Wiktor i Gilu :) ) mieliśmy małą przerwę w słuchaniu ich pięknych, „męskich” głosów :D

Przyszła sobota, od rana zaczęliśmy bardzo aktywnie. Pod rządami Gila wszyscy udaliśmy się w teren , aby nauczyć się co nieco o chmurach i przewidywaniu pogody. Wiedza z meteorologii okazała się bardzo ciekawa i pochłonęła niektórych z nas…. Najlepiej pokazał to quizz z wiedzy meteorologicznej, oraz zabawa w „pogodynkę”, podczas której odkryliśmy nowe talenty. Większość z nas nie wiedziała, że z takim zaangażowaniem można prezentować, jakby się mogło początkowo wydawać, „nudną pogodę”.

Po obiadku zorganizowaliśmy popołudnie sportowe. Graliśmy w „Pyra”, piłkę nożną plażową ze związanymi nogami, a także w „Raz, dwa, trzy baba jaga patrzy!” w trawie - przy której nie zabrakło krwawych ofiar… mimo to wszystko skończyło się dobrze.

Wieczorem przyszedł czas na dyskotekę, na której rozgrzaliśmy się do czerwoności! Każdy z nas imponował innym, jakimś ruchem na parkiecie, porwani przez wir muzyki, wyszaleliśmy się za wszystkie czasy… Ta noc była najspokojniejszą w historii naszej drużyny :-) zmęczeni po sobotnich szaleństwach spaliśmy jak nigdy… tzn. w ciszy :)

Niedziela zakończyła naszą przygodę z Małeczem. Po opanowaniu chaosu w naszym domku i apelu pożegnalnym, zapakowaliśmy się w bus (okazało się że żeglarze potrafią się spakować lepiej niż harcerze) i ruszyliśmy w stronę naszej przystani: Pabianic.
No cóż jak wiadomo bajki szybko się kończą - nasza również.

Nauczyliśmy się wielu rzeczy, zarówno z zakresu wiedzy żeglarskiej jak i życia w grupie - kłótnie zakończyły się jeszcze mocniejszymi więzami przyjaźni, a nieporozumienia zostały wyjaśnione. :) Każdy z nas wrócił z uśmiechem na twarzy oraz planami na kolejny wyjazd. Ja już czekam ze zniecierpliwieniem na wyjazd naszej drużyny… miejmy nadzieję, że już niedługo… ;-)