Relacja z HALu Kopernica 2008 - turnus II

21 lipca w godzinach popołudniowych powitaliśmy kolejny turnus. Tym razem tylko 24 uczestników i 7 osób kadry (komendant: Włodzimierz Walczak z żoną Gabrysią, KWŻ: Filip, bosman: Pajda, i kadra pomocnicza: Młody, Baju, Stasiek i oczywiście ja ;-) ). Czekało nas troszkę mniej pracy, ponieważ keja była postawiona na poprzednim turnusie...

Pierwszym z zadań czekających na nas zaraz po przyjeździe było wymyślenie nazwy naszego podobozu (tym razem tematyką był Stumilowy Las). Wygrało „Marchewkowe Pole” i w nawiązując do niego stworzyliśmy plac apelowy przedstawiający połączenie kotwicy z marchewką.

23 lipca odbył się uroczysty apel rozpoczynający, a wieczorem ognisko poznawcze. Zaprezentowaliśmy na nim naszą piosnkę obozu którą było... „Marchewkowe Pole” :). Nasi gitarzyści bardzo pomogli w wykonaniu tego utworu. Wieczór szybko nam upłynął na wspólnej zabawie przy blasku ognia.

Tryb życia obozowego był taki sam jak na pierwszym turnusie, czyli o godzinie 7:00 pobudka, sprzątanie, apel ok. 8:00, śniadanko, poranne zajęcia na wodzie, obiadek, później chwila na leniuchowanie, popołudniowe wyjście na wodę, kolacja i czas dla siebie :-).

27 popłynęliśmy w nasz pierwszy, jednodniowy rejs do Charzykowy. Rozpieszczało nas cudowne słoneczko, a wiatr umożliwiał przyjemną żeglugę. Główną atrakcją dla naszych spragnionych słodyczy uczestników były oczywiście sklepy. Po smacznym obiadku zjedzonym w cieniu nabrzeżnych drzew, skierowaliśmy się z powrotem do obozu.

Poranek 28 lipca to zawody strzeleckie zorganizowane przez jednostkę wojskową z Chojnic.Odnieśliśmy liczne sukcesy i na piersiach wielu z nas zawisły medale. Reszta dnia upłynęła na przygotowaniach do Mini Playbacku. Podczas wieczornej zabawy uczestnicy wykazywali się dużą odwagą i pomysłowością. Jurorom najbardziej do gustu przypadło wykonanie piosenki „Ogórek wąsaty” oraz jednego z utworów zespołu Linkin Park. Impreza upłynęła w sympatycznej atmosferze. Na szczęście uczestnicy byli na tyle zdyscyplinowaniu, że po konkursie bez problemów udało nam się ułożyć ich do snu.

Dwa dni później mogliśmy sprawdzić swoje możliwości podczas olimpiady sportowej. Konkurencje pozwoliły wykazać się każdemu. Ja stałam na punkcie z kręglami, gdzie najlepiej szło najmłodszym. Tym razem również powiodło się żeglarzom i na rozdaniu nagród często wychodziliśmy na środek.

Na tym turnusie mieliśmy również dwa spływy kajakowe Brdą. Zobaczyliśmy kolejne urocze miejsca. Wielu nowicjuszy co kilka machnięć wiosłem wpadało w trzciny, nad wszystkim jednak czuwał ratownik płynący w ostatnim kajaku. Podczas spływu, na który popłynęłam i ja, nasi najmłodsi postanowili sprawdzić, czy da się przewrócić kajak. Niestety udało im się to, dzięki czemu po przypłynięciu musieli przez pół godziny wybierać z niego wodę ;-).

W ostatnim tygodniu zorganizowaliśmy festiwal. Wszyscy okazali się być niezwykle muzykalni. Jury miało ciężkie zadanie, by wybrać najlepsze wykonanie. Ja byłam jednym z prowadzących (drugim był Baju) i uważam, że każdemu poszło doskonale ;-). Imprezie klimatu nadawały dekoracje typowo żeglarskie: porozstawiane pagaje, zawieszone liny, Cadet w tle i daszek zrobiony z żagla rozciągniętego między drzewami.

Trzy dni przed wyjazdem urządziliśmy jeszcze jeden rejs do Charzykowy. Tym razem urozmaiciliśmy go w drodze powrotnej zatrzymując się na Wyspie Miłości. Okazała się ona prześlicznym miejscem (przez kilka lat był tam zakaz wstępu, dlatego nie widać skutków ubocznych działalności ludzi). Zjedliśmy na niej kolację (kiełbaski z ogniska) i porobiliśmy mnóstwo oryginalnych zdjęć.

Nazajutrz uczestnicy wystartowali w Harcerskim Biegu Terenowym (HBT). Trasa była długa, a zadania do wykonania niełatwe. Kilka drużyn pomyliło drogę odwiedzając punkty nie po kolei, ale na szczęście nikt nie zgubił się w lesie i wszyscy szczęśliwie dotarli do końca.

Dzień przed wyjazdem musieliśmy spakować nasz sprzęt pływający i zacząć porządkować obóz. Dużym zaskoczeniem dla wszystkich był fakt, że przed wyjazdem udało nam się złożyć wszystkie namioty. Gdy na miejscu naszego trzytygodniowego zakwaterowania zostały już tylko bagaże, udaliśmy się na pożegnalny obiad. Następnie zapakowaliśmy się do autokarów i... wróciliśmy do domu.
Tegoroczny HAL był niezwykle udany i mam nadzieję, że wszyscy miło go wspominają. :-)

P.S. Zdjęcia z tegorocznej Kopernicy są dostępne w Galerii!