Rejs Galeonu po Zalewie Szczecińskim!

Na tegoroczny rejs drużyny wyruszyliśmy w piątek wieczorem z dworca w Pabianicach. Po przesiadce na stacji Łódź Kaliska, rozlokowaliśmy się w przedziałach naszego pociągu.

Podróż trwała prawie 12 bezsennych godzin, ale kto by się tym przejmował! W końcu każda godzina zbliżała nas do wypłynięcia w oczekiwany od dawna rejs, który miał być okazją do wypoczynku i przetestowania naszych umiejętności w bardziej wymagających, zbliżonych do morskich warunkach.

Po dotarciu do naszej przystani w dzielnicy Dąbie i zaprowiantowaniu nastąpił podział na załogi naszych Sasanek 660.
I tak, na "Pulsarze" z Jasiem Czarneckim jako sternikiem, znaleźli się: dh. Krzysztof Sobański, Rafał Dyksa, Bartek Nowicki, Przemek Borowiec i Michał Lipowski.
Z kolei na "Koralu", pod dowództwem Agi Tuzikiewicz pływali: Michał Łacwik, Michał Rybczyński, Adam Studziński i Paulina Nowicka.
Trzecią załogę tworzyli Michał Borowiec, Piotrek Dominiak, Zuzia Hartleb, Przemek Jankowski, Mateusz Gil, oraz sternik – Krzysztof Rynkiewicz pływający na "Opalu".

Po dniu żeglarskiej rozgrzewki, trzeciego dnia wyjazdu mieliśmy okazję zaznać bardziej morskiej pogody. Po wypłynięciu z kanału, na jeziorze Dąbie przywitał nas wiatr do pięciu stopni w skali Beauforta i spore fale. Przyzwyczajenie się do falowania i do przechyłów zajęło nam niewiele czasu i już niedługo poczuliśmy się jak w swoim żywiole.

Wydaje mi się, że nie ma sensu opisywać po kolei każdego dnia rejsu. Ci, którzy kiedykolwiek przebywali dłużej na wodzie zapewne dobrze pamiętają powtarzalny rytm każdego dnia. Pobudka, klar, wypłynięcie, lepsze lub gorsze warunki na wodzie, przybicie do brzegu i zasłużony odpoczynek. A po zejściu na ląd – ciągłe uczucie falowania, czyli zwyczajna choroba lądowa :)
Ci, którzy tego nie znają muszą to sobie po prostu wyobrazić.

Pływając wzdłuż toru wodnego Szczecin-Świnoujście nie raz mijaliśmy statki handlowe o rozmiarach nieporównywalnych do naszych niewielkich jachtów. Chociażby dla ich widoku warto było wybrać się właśnie na ten zalew.

Na tak dużym akwenie jak Zalew Szczeciński nie moglibyśmy się obyć bez dokładnych map nawigacyjnych. Za dnia pławy na wodzie, a w nocy system świateł pozwalały określać nasze położenie. Co prawda, zdarzały nam się nawigacyjne wpadki, ale nie warto o nich tutaj wspominać.

Jako że nic nie trwa wiecznie, nasz rejs także musiał dobiec końca. Mimo że byliśmy zmęczeni, wątpię, czy ktokolwiek chciał wracać do domu.
Warto tutaj wspomnieć o osobie, bez której tegoroczny rejs nie mógłby się odbyć. Mowa oczywiście o druhu Krzysztofie Sobańskim, doświadczonym żeglarzu, który stał się dobrym duchem rejsu.

W imieniu Galeonu serdecznie dziękuję druhowi Krzysztofowi za poświęcenie nam swojego czasu, a także jego żonie – za to, że pozwoliła mu jechać :)