Kopernica 2009 - turnus II

W dniach 24.07-24.08.2009 odbył się kolejny obóz żeglarski w Kopernicy. Tradycyjnie spotkaliśmy się pod Hufcem w Pabianicach na zbiórkę, by sprawdzić listę i po odliczeniu się wszystkich ruszać w drogę.

Na miejscu powitał nas podobóz, w tym roku rozbity po przeciwnej stronie drogi, niż w ubiegłych latach. Na spotkanie wyszli nam wszyscy Ci, którzy zostali po pierwszym turnusie i zapoznali nas z rozkładem obozowiska. Po rozlokowaniu w namiotach mogliśmy wziąć się... do pracy. W ruch poszły młotki i gwoździe, ponieważ trzeba było zbudować wachtownię. Osoby preferujące lżejsze prace zabrały się za tworzenie placu apelowego z szyszek i patyków o tematyce "Gdzie ta Keja?". Obydwie ekipy świetnie się spisały i w krótkim czasie udało nam się uporać z powierzonymi zadaniami. W ten sposób upłynął nam pierwszy dzień...

Kolejnym niezbędnym do przeprowadzenia elementem było oczywiście sprawdzenie umiejętności pływania w kapoku. Wszyscy dzielnie weszli do wody i ruszyli w kierunku czekającej na nich "Mamy sześć". Na pokład pomagali wgramolić się Gilu i Pajda, zaś nad bezpieczeństwem kąpiących się czuwali ratownicy. Wszyscy doskonale sobie poradzili, więc mogliśmy już nazajutrz rozpocząć przygodę pod żaglami. Dla wielu osób nie była to nowość, gdyż byli z nami na obozie w poprzednich latach. „Kręcenie się” wokół akwenu urozmaicaliśmy sobie wypadami do Małych Sworów leżących na przeciwległym brzegu lub rejsami do Charzykowych mieszczących się po drugiej stronie jeziora. Uczestnicy czując nowy ląd pod nogami zawsze radośnie biegli na zwiedzanie... okolicznych sklepów. Gdy już zostawiali w kasach wszystkie swoje oszczędności, grzecznie wracali na pokład taszcząc ze sobą torby pełne słodyczy.

Jedną z atrakcji były regaty o "Złotą Szeklę". Wszystkie załogi dzielnie ze sobą rywalizowały wykazując się niemałymi umiejętnościami. Po trzecim biegu i podliczeniu punktów okazało się, że wiatr wiał najlepiej w żagle "Mefisto". Załoga "Feniksa" nie do końca chciała się zgodzić z werdyktem, jednak komisja okazała się nieubłagana i nie zmieniła zdania. Uhonorowanie zwycięzców i wręczenie nagród odbyło się kolejnego dnia na apelu porannym.

Inną, ostatnimi czasy już zapomnianą niespodzianką była świtówka. W okolicach godziny piątej rano zrobiliśmy alarm szalupowy i ruszyliśmy na łódki. Wyposażeni w niezbędny sprzęt w postaci pagai ruszyliśmy na Brdę. Widoki były przepiękne i niektórzy długo zapamiętają tę wyprawę (wcale nie mam na myśli załogi Alfa, której maszt runął na głowę... ;) ). Po dotarciu do mostu przycumowaliśmy. W tych pięknych okolicznościach rozdaliśmy sobie plakietki i cukierki na osłodę drogi powrotnej.

Prócz zabaw na wodzie czas urozmaicały nam również zajęcia na lądzie. Mogliśmy sprawdzić swoje umiejętności i predyspozycje sportowe podczas Olimpiady, w której brały udział wszystkie podobozy. Konkurencje były dość nietypowe, jak np. rzut kaloszem lub „ręczniko-siatka”. Prócz tych zawodów urządziliśmy sobie również turniej gry we Frisbee. Przez mniej więcej pół dnia grupa młodzieży biegała za plastikowym talerzykiem usiłując go złapać i przetransportować za swoją linię by zdobyć punkt. Dostarczyło to mnóstwo emocji i wszyscy pokochali tę oryginalną dyscyplinę.

Jeden dzień upłynął nam na wycieczce do pobliskich Chojnic. Na miejscu mogliśmy się dobrze wymoczyć i wyszaleć na zjeżdżalniach w aquaparku. Gdy już byliśmy wystarczająco czyści mogliśmy ruszyć na podbój... sklepów i pizzeri ;) Najedzeni i szczęśliwi wróciliśmy wieczorem prosto na kolację, która tym razem nie cieszyła się dużym powodzeniem.

Niestety, wszystko, co dobre, szybko się kończy, dlatego też i nasz obóz trzeba było opuścić. Na szczęście czeka nas jeszcze spotkanie poobozowe i wspólna praca w szkutni oraz drużynach. Do zobaczenia!